Sklep z krawatami | Biznes Zoom
FreshMail.pl

Sklep z krawatami, czyli jak manifestowałam swój biznes

Powiem Wam tak: Wierzę w manifestowanie rzeczywistości. Tak, wierzę w prawo przyciągania i w afirmacje. Dlaczego? Bo mam takie doświadczenia. I wiecie, co się dzieje za każdym razem, kiedy moje marzenia się manifestują? Ja w to po prostu nie mogę uwierzyć.

Historia o prawie przyciągania

Opowiem Wam historię o prawie przyciągania. Ale nie mam też nic przeciwko, jeśli ktoś chce to nazwać „zbiegiem okoliczności”. Ja nie wiem, czym to jest i jak to działa, ale mogą się dziać niezwykłe rzeczy.

W 2004 wymarzyłam sobie pracownię ceramiczną. Po 3 latach dotarłam do momentu, w którym zarejestrowałam i otworzyłam firmę. W mojej wizji w większym pomieszczeniu byłby sklep artystyczny, który sprzedawałby między innymi moje wyroby, a w drugim – pracownia ceramiczna, w której mogłabym lepić garnki i prowadzić warsztaty.

Po podjęciu wszystkich niezbędnych decyzji – nawet kolorystycznych – zaczęłam wizualizować i afirmować lokal. Doświadczona biznesowo koleżanka dała mi jedną ważną radę: „Jeżeli chcesz otworzyć sklep z krawatami, to otwórz go obok drugiego sklepu z krawatami. Dasz klientom wybór i ściągniesz ich w okolicę”. To jest myśl! Właśnie! Znałam jeden sklep związany z designem, podobny do tego, o jakim marzyłam.

Cel w celu

piękne wnętrze

Był wrzesień. Piękny dzień. Usiadłam wyciszona i napisałam na kartce – zainspirowana filmem „The Secret” – gdzie było o zapisywaniu swojego celu w celu manifestowania:

Do 31 października 2007 znajduję idealny na moją działalność lokal w Warszawie z dwoma pomieszczeniami w cenie do 3000 złotych.

Na Powiślu, gdzie bardzo chciałam mieć swój biznes, była Mufka – designerski, artystyczny sklep (kto pamięta Mufkę na Solcu?) z rewelacyjnymi ubraniami i gadżetami dla Mam i dzieci. Szukając lokalu pierwsze kroki skierowałam dokładnie tam. Byłam z koleżanką rzecz jasna, wiecie jak to jest, żeby było mi raźniej, bo to gruba akcja. To wszystko było dla mnie takie dzikie. O Boże! Ja – szary człowieczek – szuka lokalu handlowego w centrum Warszawy… Wow! Weszłam do Mufki. Obejrzałam chytrze, jak dokładnie wygląda, jak otwarte i jaka okolica… Wiadomo. Przeszpiegowałam wszystko z dziką zazdrością i stwierdziłam, że tu mi się mega podoba i ja też tu chce.

Jest szansa vis a vis

Rozejrzałam się wokoło. Po drugiej stronie tej uroczej powiślańskiej uliczki, dosłownie vis a vis, był pusty lokal handlowy. O! Pomyślałam – jest szansa. Przeszłam na drugą stronę i przykleiłam się do witryny. I zobaczyłam, że jest tam niestety tylko jedno, długie pomieszczenie. Lokal był za mały, nawet, jeśli bym się uparła, nie dało się go podzielić na dwie części. No trudno, żyje się dalej – stwierdziłam i rozpoczęłam swoją wędrówkę po Warszawie. Od lokalu do lokalu, dzień po dniu, w deszczu i we mgle. Nic. Wszystko beznadziejne...

Po jakiś dwóch tygodniach zdesperowana dałam ogłoszenie na Gumtree z opisem moich oczekiwań lokalowych i od razu zadzwoniła do mnie Pani z agencji nieruchomości. Bez sensu – oczywiście pomyślałam – szkoda kasy. Ale pani zaczęła mnie wręcz maniacko przekonywać, że ona ma idealny lokal dla mnie i muszę go zobaczyć. I że jest na Powiślu. O! Serce zabiło mi mocniej.

Schody

I oczywiście spodziewacie się, dokąd mnie zaprowadziła? No właśnie tak! Do tego samego lokalu, który widziałam na samiutkim początku. Dokładnie tam, gdzie skierowałam swoje zupełnie pierwsze kroki. I co się okazało? Że w środku są schody w dół, których nie widać z ulicy i jest drugie pomieszczenie – w suterenie. I że to drugie pomieszczenie jest dokładnie takie, jakiego potrzebowałam, idealne na kameralną pracownię, z oknem na urokliwe powiślańskie podwórze.Krawaty

25 października 2007 podpisałam umowę na ten właśnie wymarzony, piękny lokal. Czynsz 2800 zł! I wiecie, jak bardzo się przyłożyłam do tego manifestowania: Vis a vis miałam Mufkę (czyli mega podobne miejsce do mojego, sklep z designem i warsztatami dla mam i dzieci), ale najśmieszniejsze było moje bezpośrednie sąsiedztwo – po prawej miałam – uwaga! SKLEP Z KRAWATAMI.

 

Autor: Agnieszka Kubik

Marketing manager i copywriter Biznes Zoom

agnieszka.kubik@bizneszoom.pl;

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim!

16 thoughts on “Sklep z krawatami, czyli jak manifestowałam swój biznes

    • Tak! Kiedyś ktoś mi powiedział, że jak się wykleja mapę marzeń, to te rzeczy realizują się po około 3 latach. I to mi się w przypadku kilku rzeczy sprawdziło. Ale może to jest znowu tak kwestia, że po prostu w to wierzę. A to, w co wierzę się materializuje:). Pozdrawiam ciepło!

  • Agnieszko, mi przydarzyło się wiele „samosprawdzających” się sytuacji, może nie wszystkie aż tak spektakularne, ale jednak… Zaczęłam je nawet zapisywać, bo czasem były tak niesamowite, że aż niewiarygodne. Zanim zrozumiałam „prawo przyciągania” i rolę kreowania rzeczywistości naszymi myślami, doświadczyłam też niestety wielu niefajnych rzeczy (przyciąganie to przecież dwa bieguny: dobry i zły). Teraz już z ogromną uważnością rozmyślam o sprawach dla mnie ważnych. Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnych miłych prezentów od losu 🙂

    • To jest niby proste, a jednak skomplikowane. Jeśli prorokujemy nawet w myślach, że coś się nie uda, to już pozamiatane. Czasem to po prostu lęki powodują takie myśli. Pytanie, na ile jesteśmy w stanie sami zatrzymać myśli, a nawet uczucia, które za nimi stoją. Ktoś kiedyś zresztą zadał pytanie czy najpierw są uczucia czy myśli… Czy najpierw się boję, a potem myślę, że się nie uda czy odwrotnie? Pozostawiam Państwa z tą refleksją…:)

  • Trzymam kciuki za sukces! 🙂 Jestem właścicielką mikrobiznesu – tworzę ręcznie spinki do mankietów (www.ManufakturaSpinek.pl) 🙂
    Uda się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top

Pudełko i CD
Chcesz pobrać darmowe infografiki ? Tak!

Wpisz poniżej adres e-mail, na który ma zostać wysłany bezpłany zestaw infografik! Zapisz się na nasz newsletter:

FreshMail.pl